Mamooo, no weź się… w garść!

Jakkolwiek źle to zabrzmi marzyłam o tym od dawna, już w ciąży mówiłam: „Jeszcze go nie urodziłam, a już nie mogę się doczekać kiedy go zostawię u dziadków na wakacje”. No cóż, nic nie wskazywało, że macierzyństwo mnie umocni, a nie zabije. W rzeczywistości minął rok zanim pierwszy raz Teoś został bez mamy. A raczej, jak się później okazało, to mama została bez Teosia. Chciałam pobyć bez niego, ale jednocześnie bałam się go zostawić. I bynajmniej nie dlatego, że coś złego może mu się stać. W końcu był pod opieką najlepszej mamy na świecie – mojej mamy. Ja po prostu bałam się, że mi się spodoba. Bo jak może nie podobać się spanie do południa, cisza, spokój, porządek i przede wszystkim nie myślenie, albo raczej myślenie tylko o sobie. Przecież od kiedy pojawił się mały fasolek to on był zawsze ważniejszy. Ważniejszy niż moje humory, ciepły obiad czy siku. No i będę mieć czas na wszystko, na spanie, filmy, książki, pogaduchy, sex, wino, kobiety i śpiew ;). W końcu stało się, nadszedł Ten weekend. Sami w domu! Jupiiii ? Ano nie do końca. Budziłam się w nocy dokładnie o tych porach kiedy zwykle budzi się Teoś, na filmach i książkach nie szło się skupić. Pogaduchy? Tak, głównie o Teosiu. Wino ? Już chyba nigdy nie będzie smakować jak kiedyś. Sex ? No dobra, sex był i z Nim smakuje zawsze wyśmienicie. Kobiety? Nie mogą wyjść bo, pilnują swoich dzieci. I kiedy usłyszałam przez telefon, że moje dziecko dobrze się czuje, jest spokojne, nauczyło się wchodzić po schodach ( jak to? przecież on jeszcze nie chodzi! )  to pomyślałam, że to dziecko musi odpocząć od matki , a nie na odwrót. Od tych ramion matczynych, które przecież nie są całym światem, od przyśpieszonego bicia serca, uważnego wzroku, od ciągłego „nie wolno!”.  Ja ten weekend spędzałam głównie na zabijaniu czasu, który dzieli mnie od powrotu, a on pysznie się bawił (dosłownie, jak wróciliśmy miał brzuch jak mały budda ) odkrywając świat nieutartymi przez mamę ścieżkami. Jednak to co mnie najbardziej zaskoczyło to że to ja bez mojego dziecka tracę poczucie bezpieczeństwa i grunt pod nogami. Tak, własnie. Ja, dorosła kobieta, ja matka, tak zwana „stara” , boję się , czuję się obco i źle, bo nie mogę przytulić się do mojego synka, który ledwo odrasta od podłogi. No,paranoja ! Przez ostatnie miesiące byłam przekonana, że robię wszystko by moje dziecko czuło się bezpiecznie i dobrze z nami, nie mając świadomości , że ten mały spryciarz robi dokładnie to samo i ot, tak, naturalnie stał się częścią naszego Domu, bez której czujemy się u siebie jak nieproszeni goście.

DSC00060

DSC00102

DSC00098-001

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Mamooo, no weź się… w garść!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s