Zabawa jest dla starych

Zabawa i zabawki to terminy wymyślone przez dorosłych……i tylko w odniesieniu do nich mają sens. Używamy ich trochę bezmyślnie w kontekście dzieci. Bezmyślnie, bo to co nazywamy zabawą, dla dzieci jest czymś zupełnie innym. To kształtowanie ciała, zmysłów i przede wszystkim mózgu, do samodzielnego przeżycia, wejścia w dorosłość i osiągnięcia sukcesu – sukcesu rozumianego wielowymiarowo.

Nie będą Was tu zamęczał molekularnymi mechanizmami uczenia się i tworzenia pamięci. To działka dla maniaków nauki i wchodzenia w szczegóły, ja postaram się nakreślić z grubsza i w miarę przystępnie, czym tak naprawdę jest dla dziecka (przyszłego dorosłego) zabawa, zabawki i jak świadomie możemy, a nawet powinniśmy w tym uczestniczyć. Okej, przejdźmy w takim razie  do konkretów. W tym miejscu zmieniamy nomenklaturę, nie piszemy o zabawie tylko o nauce i rozwoju.

Jak w takim razie dziecko się uczy i rozwija? Wiedzę o świecie i sobie samym zdobywa ono na dwa  sposoby: dzięki własnym zmysłom (wzrok, słuch, dotyk, smak, węch), ale też dzięki umysłowi, procesom myślenia – analizuje, porównuje, uogólnia, grupuje, klasyfikuje itd. Proces ten zaczyna się już w okresie prenatalnym, choć to co się dzieje w tym czasie, ma też swoje korzenie jeszcze przed poczęciem. My zaczniemy jednak od okresu płodowego. Rozwijający się układ nerwowy zaczyna odbierać bodźce z otoczenia i dostarczać ich sobie samemu. Otoczenie to nie tylko wnętrze macicy, ale też to, co się dzieje poza organizmem matki. Do dziecka docierają dźwięki, ruch, światło. Za pośrednictwem organizmu matki odbiera też bodźce nerwowe i idące za nimi hormonalne, jako reakcję pośrednią oraz smakowe – wody płodowe. Nic z tego nie pozostaje bez wpływu na młody organizm. Warto abyśmy to sobie uświadomili. To w jakim stanie jest matka, jakich bodźców sobie dostarcza, ma bezpośredni i pośredni wpływ na dziecko, na jego zmysły, system nerwowy, mózg a co za tym idzie implikuje wiele późniejszych faktów w życiu. Tak więc krzyki, nerwy, stres, podłe jedzenie, hałas, smog, strach …. itd., ma bardzo duże znaczenie dla rozwoju dziecka. Nie można o tym zapominać, dziecko idzie do szkoły już w dużej mierze ukształtowane. A to kształtowanie zaczyna się właśnie w brzuchu matki.

Przychodzący na świat młody człowiek,  jest naprawdę całkiem nieźle wyposażone w narzędzia do  poznawania otaczającej go rzeczywistości i ma już trochę zapisany twardy dysk. Szczególnie nastawiony jest na ludzkie twarze i  kobiece głosy, poszukuje kształtów i próbuje na ich krawędziach  koncentrować swój wzrok. Nauka u dzieci jest bardzo silnie skorelowana z emocjami. Bez emocji nie ma nauki lub jest ona słaba. Czyli nuda i powtarzalność nie idzie w parze z nauką i rozwojem. To powinno implikować pewne zachowania rodziców. Nasz synek od najmłodszych dni słucha jak najróżnorodniejszej muzyki. Oczywiście z rozsądkiem, nie puszczamy mu Behemota i Slayera. Ale ogólnie słucha tego co my. Jego ulubieńcem od początku jest Amon Tobin i Panda Dub, oczywiście słucha też typowej muzyki dla dzieci. Na  dobranoc często puszczaliśmy mu muzykę klasyczną w aranżacjach dla dzieci w formie kołysanek. Nie stroniliśmy nigdy od (nawet mocnego) rocka, hip-hopu czy muzyki elektronicznej.  Dziś obserwujemy u niego dużą wrażliwość na muzykę, rozpoznaje swoje ulubione kawałki, widać u niego zainteresowanie dźwiękami, potrafi się „zawiesić na jakieś nucie i odlecieć”, zdradza też zdolności rytmiczne – wybija rytm na pudełkach lub trzymanymi w rączkach przedmiotami. To samo dotyczy treści wizualnych, dotykowych czy smakowych. Z dokładnie takimi samymi skutkami. Różnorodne bodźce pobudzające wszystkie zmysły, są naprawdę znakomitym narzędziem do rozwoju mózgu i osobowości dziecka. Po drugie emocje.  Trzymając się przykładów muzycznych. Warto tak dobierać treści i bodźce dla dziecka aby wzbudzić jego emocje, na początek kierujmy się własnymi emocjami. My śpiewaliśmy, tańczyliśmy, klaskaliśmy i wykonywaliśmy wszystko, co robi człowiek, któremu w ucho wpadł dobry kawałek. Nie na siłę, ale spontanicznie. Nie będę tu omawiał wszystkich przykładów i rozwlekał się nad każdym, to nie ma sensu. Ale rodzicom, dziadkom, wujkom i ciociom proponuję krytycznie przyjrzeć się swoim postawom i zachowaniom wobec dzieciaków, stanąć trochę z boku i wyskoczyć z utartych kolein.  Naprawdę, największą głupota jaką robimy wobec dzieciaków, jest otaczanie dziecka ciągle  tymi samymi bodźcami. Są to te same, takie same lub niewiele różniące się od siebie zabawki, przedmioty, wnętrza, miejsca, ludzie, dźwięki, smaki itd. To poważnie zmniejsza rozwijanie się systemu nerwowego i mózgu. To będzie oczywiście niosło swoje konsekwencje w przyszłość.

Pod spodem ulubiony utwór naszego synka

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s