Plażing & parawaning made in Poland

Upał w mieście taki, że można zdechnąć. Nienawidzę wysokich temperatur, męczą mnie potwornie, dobijają do podłogi, powodują że wyłazi ze mnie złośliwy i wkurwiony gnom. Czmychnęliśmy więc na trzy dni nad polskie morze. Uffff….! Zdecydowanie chłodniej i przyjemniej jeśli chodzi o temperatury. Jednak nie obeszło się bez innych powodów do wkurwu. A w sumie jednego powodu pomnożonego przez setki bezmózgich idiotów plażowych. Polskiego idiotę plażowego charakteryzuje bezmyślność i sięganie wzrokiem do końca własnego koca i ani centymetra dalej. Otóż nagminne jest uprawianie parawaningu jak najbliżej linii wody. Czyli rozbijanie swoich koczowisk i grodzenie ich parawanami metr, dwa od miejsca do którego sięgają bałtyckie fale. Mimo iż kilkadziesiąt metrów plażowego piasku leży odłogiem po same wydmy. Przemieszczanie się brzegiem morza jest mocno utrudnione, idąc z dzieckiem na plecach i psem na smyczy mam kłopot aby się przecisnąć. Wyminięcie się z kimś idącym z naprzeciwka jest często wyczynem karkołomnym. Dojście do wody z głębi plaży, również jest utrudnione. Obserwowanie kąpiącego się dziecka czy starszego członka rodziny tak samo. Nie mówię nawet o potencjalnym pobiegnięciu z pomocą. Bo parawan jest obok parawanu. Tłusty i świecący się olejkami polski idiota, przygląda się z bliska tym zmaganiom, rozwalony na plażowym leżaku z bezmyślnym wyrazem twarzy. Zero refleksji na tępym ryju, niczym nie zmącona, głęboka jak Rów Mariański głupota. Tylko dlatego, że byłem z dzieckiem i z Anią, zachowywałem względny sposób na zewnątrz, gotując się tylko w środku i mląc pod nosem wulgaryzmy.

Ludzie, qrwa czy nie możecie zrozumieć, że pas najbliżej wody nie służy do tego aby się tam uwalić ze swoim majdanem i leżeć jak pasztetowa w mięsnym? Że nie każdy uprawia plażowanie „na zwłoki”? Że plaża i w ogóle świat nie jest tylko dla was i waszego stadła? Że utrudniacie innym przemieszczanie się, plażowanie i podnosicie ciśnienie? Czy tak trudno wbić sobie do pustego łba jakieś elementarne zasady współżycia społecznego? Czy trzeba do was podejść, kopniakiem zrzucić z kocyka i krwistym stekiem wyzwisk zmusić do refleksji?

Szybko opuściliśmy plażę w godzinach szczytu, powróciliśmy tam bardzo późnym popołudniem i posiedzieliśmy na plaży do wieczora. Ludzi było niewiele, parawaningowych idiotów wymiotło i w końcu spokojnie sobie poplażowaliśmy. Psiaki zrelaksowane biegały w te i wewte, Teoś zasuwał po piasku i uczył się, że nie smakuje on zbyt dobrze , a wcieranie go w oczka to jeszcze gorszy pomysł niż branie do buzi. No i w końcu odpoczęliśmy…

DSC02644

DSC02567

DSC02674

DSC02694

DSC00681

DSC00506

DSC02532

DSC02590

DSC02632

DSC02793

Reklamy

26 uwag do wpisu “Plażing & parawaning made in Poland

  1. Cioci synek

    Arturku podsunę Ci pomysła – a nazbierajcie w pocie czoła pełnych pampersow po juniorze, zostaw Rodzinkę 100m dalej i dalejże na polowanie i sru za parawan taką bombę 🙂
    Najlepsze komentarze po akcji wrzucaj na bloga – moze jakies głosowanie ..
    Przebywając ostatnio w Gr. czytałem w lokalnej prasie o nowych pomysłach – chodzą o 5 rano rozbić parawan w najlepszym miejscu – wiec 6 spacer z pieskiem i worem prezentów niczym dziad mróz (Bartek tym razem to nie o Tobie ). Tylko jak znam życie to parawan wypiorą w morzu.. :/
    Ech szukajmy nowych rozwiązań – pozdrawiam Was gorąco !!

    Polubienie

    1. Dzień dobry Łukaszku, dziękuję za pomysły ….. radykalne 😉 Ale chyba okres walki wręcz z głupotą i ludzkim prymitywizmem, mam juz za sobą.
      Choć świerzbią mnie łapska przyznam czasami na prawdę mocno:)

      Nasz mały huncwot jest na prawdę fajny, dzięki bardzo. Umie się robić, nie? 😉

      Pozdrowionka i zaglądaj do nas co jakiś czas 🙂

      Polubienie

  2. Mnie osobiście parawaning lekko irytuje. Abstrahując od chamstwa… Bardziej jednak zdumiewa mnie brak logiki w postępowaniu jego wyznawców. Parawan ma chronić od wiatru – ok. Im bliżej linii brzegowej – bardziej wieje. Nie lepiej rozłożyć cielska bliżej wydm? Ale parawaning to bardziej sekta. Nie ma co dyskutować z ekstremistami 😉

    Polubienie

    1. Przecież wiatr nad morzem wieje z jednej strony, więc wystarczy jedna ściana parawanu. Tymczasem stawiane są zazwyczaj trzy, a coraz częściej cztery ściany. Logika jest prosta, zagarnąć jak najwięcej, jak najlepszego miejsca tylko dla siebie. To takie typowo polskie, mentalność podsiębierna…..a reszta niech spierdala. Ta mentalność sięga dość głęboko w tradycję i mocno osadzona jest nawet w szkolnej edukacji. Pozdrawiamy 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  3. Basior

    Zanim zobaczysz źdźbło w oku bliźniego, sprawdź, czy nie masz belki w swoim (parafrazując Biblię)…

    Parawaningu nie popieram, ale czy swobodne bieganie po plaży dużych psów bez smyczy i kagańca jest w porządku?? Otóż – nie jest. I z góry mówię, że nie przekonują mnie teksty w stylu „bo mój pies jest taki grzeczny, muchy by nie skrzywdził”, bo każdy właściciel psów tak się tłumaczy. Puszczanie psów luzem po plaży to właśnie idealny przejaw „bezmyślności i sięgania wzrokiem do końca własnego koca” jak raczył to nazwać autor tego bloga.

    Polubienie

    1. Jasne rozumiem Twój zarzut, ale możesz go jakoś uzasadnić? Co przeszkadza pies biegający po prawie pustej plaży? Ja swój tekst o parawaningu rozwinąłem i wyłuszczyłem co mam konkretnie przeciw. Ty wyjeżdżasz mi tu z Biblią i że pies nie powinien biegać po plaży. Dlaczego nie powinien? Co jest w tym bezmyślnego?

      Polubienie

      1. Basior

        Oczywiście postaram się uzasadnić swoje zdanie. Zacznijmy od tego, że jestem ojcem dwulatki i tak się składa, że niedawno wróciłem znad morza. Bywałem na plaży w godzinach „szczytu”, ale również w takich, kiedy plaża jest „PRAWIE pusta” (widać na zdjęciach, że są na niej inni ludzie). Twoje psy (jak wnoszę ze zdjęć), to nie są niewinne ratlerki, ale duże, potencjalnie niebezpieczne zwierzęta. Właśnie zwierzęta, czyli istoty, których reakcje nie do końca można przewidzieć. I inni plażowicze mają prawo SIĘ ICH BAĆ (jak moja żona), albo BAĆ SIĘ, że zrobią coś ich dzieciom (nawet jeśli prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest znikome), albo po prostu nie mieć OCHOTY na bezpośredni kontakt (obwąchiwanie, obszczekiwanie itp.) z takim zwierzęciem w miejscu PUBLICZNYM, jakim bez wątpienia jest plaża. I dlatego uważam, że ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości, ze względu na szacunek dla innych użytkowników plaży, ze względu na poczucie odpowiedzialności (jak to w Małym Księciu – trzeba być odpowiedzialnym za to, co się oswoiło) powinniście te psy mieć przynajmniej na smyczy, a najlepiej jeszcze w kagańcu. Posłużę się jeszcze analogią – w miastach też istnieją przepisy nakazujące prowadzenie psów na smyczy i w kagańcu, a plaża jest takim samym miejscem publicznym jak miejski chodnik czy plac. Notabene – czy aby na pewno na plaży, na której byliście, nie było FORMALNEGO zakazu wprowadzania psów?

        Jeszcze jedna kwestia – zauważ, że Twoja wypowiedzieć jest bardzo radykalna i emocjonalna („wkurw”, „setki bezmózgich idiotów”), a dotyczy kwestii, która oczywiście może denerwować, ale jest w gruncie rzeczy jedynie utrudnieniem. niedogodnością. Ja tymczasem podnoszę kwestię dotyczącą poczucia bezpieczeństwa, co jednak jest sprawą daleko ważniejszą.

        Pozdrawiam.

        Polubienie

        1. Niestety jesteś większym debilem, skoro nie potrafisz czytać prostych tekstów ze zrozumieniem. Podam ci setki przykładów (statystycznie, drastycznie większy odsetek) kiedy to ludzie robią krzywdę innym ludziom, będziesz wnioskował o trzymanie wszystkich ludzi na smyczy w kagańcach? W Polsce jest 10 milionów psów, poważne pogryzienia to promil. Na 36 milionów ludzi morderstwa, gwałty, pobicia, napaści itd to dość spory odsetek. Co proponujesz robić z ludźmi, którzy są dla ludzi najbardziej niebezpiecznym zjawiskiem na Ziemi?

          Polubienie

          1. Piwo

            Nie porównuj ludzi z psami. Oczywiście ludzi niebezpiecznych należy izolować od społeczeństwa.
            Odpowiedz tylko na dwa pytania.
            1. Czy pozwolisz aby twoje dziecko bawiło się na plaży gdzie biega pitbull jakiegoś dresiarza?
            2. Co powiesz rodzicom dziecka pogryzionego przez twoje psy?

            Polubienie

            1. Dlaczego? Dla zabitego, czy pobitego ma znaczenie rasa oprawcy? Nie sądzę. Od społeczeństwa należy izolować ludzi niebezpiecznych, tak jak niebezpieczne psy. O psach pojęcie masz histeryczne, czyli żadne. Ta wymiana zdań przypomina rozmowę o podróżach samolotem z kimś, kto ma paniczny lęk przez lataniem i nie dociera do niego, że to nabezpiecznieszy środek transportu.

              Polubienie

              1. Piwo

                Porównanie z podróżą samolotem idiotyczne ponieważ wchodzę na pokład z własnej woli, pies może mnie pogryźć z winy debilnego właściciela, który puszcza psa bez kagańca.
                Ja na twoje pytanie odpowiedziałem, masz problem z odpowiedzią na moje?
                1. Czy pozwolisz aby twoje dziecko bawiło się na plaży gdzie biega duży pies jakiegoś dresiarza?
                2. Co powiesz rodzicom dziecka pogryzionego przez twoje psy?

                Polubienie

                1. Nie jest idiotyczne, nikt nie wchodzi na pokład samolotu zgadzając się na śmierć. Pomyśl czasem i przeczytaj uważnie co piszę. Odpowiem na te pytania, choć są kretyńskie jak brednie Macierewicza o Smoleńsku.
                  1. Jeśli pies będzie sam, bez dresiarza, to tak. Jak z dresiarzem, to będę obserwował jak pies jest ułożony i jaki ma charakter. 99,9% psów jest w normalnych warunkach bezpieczna.
                  2. Moje psy nie gryzą, jeśli nie są zaatakowane. Więc nie mam o czym mówić.

                  Reasumując, nie masz pojęcia o psach. Zielonego pojęcia. Już sam pomysł, że kaganiec może ochronić kogoś przed atakiem jest bezdennie głupi. Duży pies z kagańcem zrobi dziecku krzywdę nie mniejszą niż bez kagańca. Jednak uświadom sobie, że ataki psów są niezmiernie rzadkie, a jak się zdarzają to w ogromnej większości dotyczą pogryzień właścicieli lub członków rodziny.

                  Polubienie

                  1. Piwo

                    Wchodzi na pokład samolotu z WŁASNEJ woli znając zagrożenia.
                    W przypadku psa, ja wypoczywam na plaży, a buractwo przychodzi z psem, który psuje mi wypoczynek i stwarza zagrożenie, że pogryzie mnie lub moją rodzinę. Na uwagi, że psa mają zabrać mówią, że „Spokojnie on nie gryzie”.

                    Mnie zaatakował pies sąsiada, którego znałem. Nigdy wcześniej nikogo nie ugryzł. Zawsze przy mnie był spokojny. Coś mu po prostu strzeliło do głowy.
                    Niestety brakuje ci wyobraźni i oby nie skończyło się to tragedią.
                    Tak jak normalnym ludziom odbija, odbija także psom, ale widzę, że jesteś zbyt ograniczoną osobą, aby to zrozumieć, a założenie psu kagańca to dla ciebie wielki problem. Dlatego to jest mój ostatni komentarz, bo szkoda mojego czasu na bezsensowną dyskusję, tym bardziej jeśli uważasz, że pies w kagańcu wyrządzi dziecku taką samą krzywdę jak bez.
                    Może takie zdjęcia przemówią do twojej wyobraźni http://www.byronevents.net/dogs/images/d7.jpg
                    Pomyśl przez chwilę, że to twoje dziecko będzie okaleczone przez bezmyślność właściciela psa…

                    Polubienie

                    1. Jeśli statystycznie częściej ludzie napadają na ludzi, niż zdarzają się ataki psów na ludzi. A jest to liczone w tysiącach procent, to co do kurwy nędzy zrobisz z ludźmi? Stwarzają zagrożenie większe niż psy. Kierując się twoją „logiką” należy ich usunąć, albo zapiąć na smycz i w kaganiec. Przyjmij do wiadomości, że o psach pojęcia nie masz żadnego, a jedynie histeryczne opinie. Bo nie kierujesz się realnością zagrożenia, a własnymi lękami. To dokładnie taki sam mechanizm jak człowiek wybierający samochód jako środek transportu zamiast samolotu, bo się boi latać. A w wypadku drogowym ma większe szanse zginąć niż w lotniczym. Mogę ci tutaj podać tysiące linków ze zdjęciami z brutalnych zabójstw, pobić, gwałtów i tortur. Przemówi to do twojej wyobraźni i będziesz trzymał na smyczy siebie i członków swojej rodziny? Przecież jesteś człowiekiem, a to dla innych ludzi i zwierząt bardzo realne zagrożenie. Taki tok „wnioskowania” usiłujesz mi wmówić. A może nie będziesz wychodził z domu? Czy może będziesz się przemykał w opancerzonym samochodzie na strzeżone plaże? Pomyśl przez chwilę, twoje dziecko może zostać zabite, pobite i zgwałcone.
                      Dla równowagi, choć wątpię abyś zrozumiał, racjonalnej i logicznej zdolności myślenia u ciebie nie widzę. https://www.bing.com/search?q=pies+uratowa%c5%82+dziecko&form=EDGHPC&qs=OS&cvid=9dd0c95245f44c92992e70491b5904d1&pq=pies%20uratowa%C5%82%20dziecko

                      http://www.dogheirs.com/tamara/posts/563-heroic-dog-saves-two-children-by-jumping-in-front-of-motorcycle

                      Polubienie

    2. Może podam trochę statystyk. Najpierw będę się odnosił do USA, bo w Polsce ich wiele nie ma. Liczba psów w USA to około 75 milionów, rocznie dochodzi do średnio 16 wypadków zagryzienia człowieka przez psa. Jednocześnie średnio 80 osób jest śmiertelnie rażonych piorunem. Szansa bycia zabitym przez psa jest jak 1 do 18 milionów. To znaczy, że ma się większe szanse wygrania głównej nagrody w lotto (na pojedynczym kuponie), niż bycia zagryzionym przez psa. To znaczy również, że ma się 5 razy większe szanse zginąć z powodu trafienia piorunem. Przeważająca większość pogryzień ma miejsce wewnątrz rodziny i spowodowana jest w 100% przez człowieka.
      Pogryzienia przez psy skutkujące wizytą w szpitalu to około 25 tysięcy przypadków rocznie, łącznie z pogryzieniami z powodu szczucia psem, ataku na właściciela, samoobrony, wtargnięcia na posesję, służby psów policyjnych, spowodowanych znęcaniem się nad psem i niewłaściwą socjalizacją, pogryzień przez psy zdziczałe i hybrydy psa i wilka. Tyle w USA, gdzie pies jest często wykorzystywany jak broń , właściciele mają na terenie swojej posesji do tego prawo i psy są często tak szkolone.

      W Polsce mamy około 7 milionów psów, a pogryzienia skutkujące wizytą w szpitalu to około 55 przypadków rocznie. Z czego zdecydowana większość jest skutkiem działania bezpośrednim lub pośrednim człowieka i ma miejsce na terenie domu lub posesji, gdzie pies mieszka. To znaczy, że pogryzienia przez normalnie socjalizowanego psa, po za swoją posesją lub domem nie atakowanego przez człowieka praktycznie się nie zdarzają.

      Teraz trochę o człowieku. W Polsce w 2013 roku doszło do 574 zabójstw, 1362 zgłoszonych gwałtów, 8 788 zgłoszonych pobić, 20 376 rozbojów, itd. Tak więc jeśli kogoś trzeba trzymać na smyczy i w kagańcu to raczej ludzi. Wskazują na to statystyki i fakty. Szansa na to że zostaniesz zaatakowana przez człowieka jest kilkanaście tysięcy razy większa niż, że przez psa. Większe szanse są na to, że dziecko zostanie zgwałcone przez księdza niż zagryzione przez psa – za czyny seksualne z nieletnimi w okresie od 2010 do 2013 roku zostało skazanych 19 duchownych, według fundacji „Dzieci niczyje” z wykorzystywaniem seksualnym zetknęło się około 12 procent dzieci, co jak podkreślają jej działacze są danymi zaniżonymi. W tym samym okresie było jedynie kilkanaście przypadków pogryzień dzieci przez psy, żadnych śmiertelnych. Tak więc ja prędzej zostawię moje dziecko sam na sam z obcym psem, niż obcym facetem w czarnej sukience.

      Polubienie

      1. Na początek przepisy prawa. Ustawa mówi art.10 §3. Zabrania się puszczania psów bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna. Tyle, nie ma obowiązku trzymania psa na smyczy, a tym bardziej w kagańcu. Jest obowiązek kontroli nad psem.
        ……………………………………………
        Ja rozumiem, że ludzie się psów irracjonalnie mogą bać, rozumiem też, że się mogą bać racjonalnie, choć nigdy jak żyję nie spotkałem nikogo kogo by pies pogryzł. To są na prawdę baaaardzo sporadyczne przypadki, w sytuacjach o których mowa. Dlatego swoje psy kontroluję, nie podbiegają do obcych ludzi, nie szczekają na nich, generalnie mają ich w dupie. Tak jak ja nie podbiegam, nie zaczepiam i nie krzyczę na innych, nie robi tego też mój syn. Bo po co? Odległość 100 metrów uważam, za odległość wystarczającą do tego aby zapewnić innym komfort psychiczny. Na ulicy pies zawsze idzie na smyczy i przy nodze, nikogo nie zaczepia, na nikogo nie szczeka i nawet nie wącha. Nawet nie patrzy w oczy. Jak już mój pies ma kontakt bezpośredni z kimś, to jest to zawsze dlatego, że podchodzi do niego inny człowiek. Psy nie niepokojone i normalne, nie zwracają uwagi na innych ludzi, traktują ich jak powietrze. Moje przybiegają do nogi na gwizdnięcie, bez względu na to co by się nie działo.
        …………………………………………..
        Są ludzie, którzy nie lubią dzieci, nie lubią jak krzyczą, jak podbiegają, jak dotykają, jak wbiegają pod nogi, jak sypią piaskiem. Są ludzie którzy nie lubią innych dorosłych, bo potencjalnie mogą pobić, okraść, zabić, zgwałcić itd. Nie dopominam się aby trzymać ludzi na smyczy i w kagańcu. Nawet tych agresywnych i z wyrokami. A przytoczone wyżej statystyki wyraźnie wskazują, kto jest większym zagrożeniem. Nie mam wpływu na poczucie bezpieczeństwa Twojego i innych, ja zawsze kiedy się czegoś bałem starałem się to poznać i zrozumieć, wyrobić sobie zasady BHP i tego samego uczę syna. Psów w Polsce jest 7 milionów i zamiast się ich bać, postaraj się je zrozumieć. Tak aby wiedzieć kiedy pies może stanowić dla Ciebie i Twojej rodziny potencjalne zagrożenie, jak się przed tym uchronić i co sprawia, że pies atakuje ludzi i jakie wysyła przedtem sygnały. http://doglife.pl/pogryzienia-przez-psa-ktorego-sie-zna-jaki-stanowia-procent/
        ………………………………………….
        Parawaning nie jest tylko utrudnieniem. Jest niebezpieczny. Dziennie na wszystkich plażach Polski dochodzi do setek zaginięć dzieci z powodu parawaningu, dziecko biegnie do morza, bawi się i później odwracając się do brzegu widzi ścianę parawanów. Już nawet WOPR o tym alarmuje http://niezalezna.pl/69733-dzieci-masowo-gubia-sie-na-plazy. Parawaning utrudnia obserwację dzieci przez rodziców, pospieszenie z pomocą, nawet ratownikom, którzy się na to skarżą coraz bardziej. Tak więc podarujmy sobie tanie psychologizowanie, bo ja jestem po prostu ekspresyjny i nadużywam słów powszechnie uważanych za wulgarne, ale opieram się na racjonalności, z emocjami nie ma to nic wspólnego.

        Pozdrawiam – Artur

        Polubienie

  4. Draagoon

    Pierwszy raz z parawaningiem spotkałem się trzy dni temu (może dlatego, że był to mój pierwszy weekendowy w tym roku wypad nad polskie morze). Poszliśmy wraz żoną na plażę około godziny 11 i widok, który ukazał się moim oczom po wejściu na nią (plażę, nie żonę ;)) bardzo mnie zdziwił, a potem wręcz rozbawił: plaża szeroka na 30 metrów, około 20 metrów szerokości plaży licząc od wydm było po prostu puste, pozostałe 10 metrów… no cóż, aby dojść do wody musiałem w labiryncie utworzonym przez parawany iść bokiem, choć 1,7 m wzrostu i 70 kg wagi nie robią ze mnie olbrzyma. Pomyślałem o tym samym co Ty: jeżeli ktoś zacznie się topić, to raczej mało kto go zauważy, podczas naszego krótkiego, godzinnego pobytu na plaży w parawanach zgubiła się dwójka dzieci. Dzięki temu wszystkiemu przypomniałem sobie dlaczego nad Bałtykiem nie lubię wypoczywać w miesiącach wakacyjnych, wolę maj lub wrzesień.
    Choć, żeby być sprawiedliwym Basior też ma trochę racji.
    Moi dziadkowie mieli kiedyś psa, mieszankę owczarka niemieckiego z jakąś odmianą harta, bardzo się z nim lubiliśmy i znaliśmy od szczeniaka, kiedy miałem 15 lat a on 13 ni z tego, ni z owego rzucił się z kłami na mnie i dość mocno pogryzł mi rękę. Nie robiłem nic co mogło by go sprowokować, gdyż siedzieliśmy sobie z rodziną w ogrodzie podziwiając zachód słońca. Miało to miejsce na własnym podwórku, a nie na obcym terenie. Nie był to oczywiście jedyny pies, jakiego mieli i mają do tej pory moi dziadkowie, zawsze od szczeniaka, aż po grób i zawsze, któryś choć raz coś „zmajstrował”. Psy, tak samo jak ludzie, robią czasami coś nieprzewidywalnego i nigdy nie wiadomo kiedy i dlaczego. Sto metrów, o których piszesz pies pokona w kilka sekund. Poza tym pies jak to pies na pewno pójdzie gdzieś na tej plaży oznaczyć teren, na którym być może na drugi dzień jakieś dwuletnie dziecko będzie budować zamek 😉

    Pozdrawiam i życzę spokojnego wypoczywania.
    Marek

    Polubienie

    1. Draagoon

      Jeszcze taka mała zgryźliwość: co by było gdyby na plaże w tym samym czasie przyszło pięć tysięcy ludzi z psami, każdy miałby prawo przytoczyć takie same argumenty, którymi ty się posłużyłeś. Właściciel jednego parawanu też powie przecież, że jego jeden parawan krzywdy nikomu nie robi, a za innych nie odpowiada.

      Wiem, że prawdopodobieństwo zaistnienia takiej sytuacji jest bardzo mało prawdopodobne, podobnie jak to, że Twój pies stworzyłby jakieś zagrożenie 🙂

      Pozdrawiam
      Marek

      Polubienie

      1. Co do zgryźliwości. Jest ona lekutko absurdalna 😉 ale nie pozbawiona sensu. Dlatego ja osobiście uważam, że plaża powinna być dzielona na jakieś sektory dla ludzi z dziećmi, dla ludzi z psami i dla normalnych plażowiczów. To byłby znakomity sposób na unikanie nerwów, problemów, nieporozumień, stresów, konfliktów itd. Bo tak jak mi nie przeszkadzają psy na plaży, tak niektóre rozwydrzone dzieciaki owszem.

        P.S. Oba moje psiaki to dziewczyny, nie znaczą terenu, a na plażę wchodzimy po pełnym załatwieniu swoich potrzeb. I zawsze z torebką jakby się coś jednak przydarzyło. Nagminnie zaś obserwuję załatwiające się na plaży dzieci i pijane osoby dorosłe, walające się pampersy, podpaski, wymiociny, kapsle, kiepy, potłuczone butelki itd…..

        Pozdrawiam i dzięki za odwiedziny – Artur

        Polubienie

    2. Eh no właśnie, parawaning nie dość, że męczący dla innych użytkowników, to jeszcze może być i w sumie jest niebezpieczny…..szczególnie właśnie dla dzieci.
      …………………………….
      A co do psów. Ja nie odmawiam @Basiorowi racji co do ogólnej zasady, dlatego właśnie jak psy spuszczam na tej plaży, to na prawdę w miejscu w którym nie ma ludzi. I tylko dlatego, że mam nad nimi pełną kontrolę, psy znam i rozumiem. Każdego zachęcam aby psy starał się rozumieć, dla wyzbycia się niepotrzebnych lęków, ewentualnego rozpoznania zagrożenia i obrony przed nim.Twoja przygoda z psem dziadków wymaga zwrócenia uwagi na dwie kwestie. Pierwsza, pies Cię pogryzł jak twierdzisz bez przyczyny. Może dla Ciebie jej nie było, ale pies miał powód i dawał Ci jakieś sygnały, które Ty z niewiedzy zignorowałeś. Ale też nie jest wykluczony inny scenariusz. Otóż 13 letni pies to nie jest naturalne, oczywiście psy żyją nawet dłużej, ale to jest biologiczna aberracja w sumie. Tak samo jak na przykład 120 letni człowiek. Niesie to oczywiście pewne skutki, na przykład nowotwory, guzy mózgu, zburzenia hormonalne, nerwice, demencje itd. Tak jak czasem widzimy starych ludzi, którym odbija i robią jakieś absurdalne rzeczy, tak samo może się też dziać z psem. To zwierzaki na prawdę bardzo do nas podobne. Tylko, że tak jak pisałem wcześniej i czego dowodzą statystyki oraz Twoja „przygoda”. Najwięcej pogryzień ma właśnie miejsce we własnym domu psa i dotyczy mniej lub bardziej bliskich domowników. Z wielu przyczyn.
      ……………………………

      Polubienie

      1. Basior

        Przede wszystkim – dzięki za spokojną, merytoryczną dyskusję na argumenty. W internetach różnie z tym bywa 🙂
        Co do przepisów ogólnych dotyczących psów, to oczywiście zgoda, że nie ma w nich jednoznacznie nakazu używania zestaw smycz+kaganiec, ale już poszczególne samorządy mogą wprowadzać u siebie ostrzejsze regulacje i – jak pokazują przykłady – korzystają z tego prawa w odniesieniu do psów na plaży: http://www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090817/POMORZE/75662373

        Myślę jednak, że mniej więcej doszliśmy do konsensusu. Nie jestem jakimś radykalnym przeciwnikiem psów (ani ich właścicieli), moi rodzice od wielu lat mają psa i nie jest to dla mnie problem. Kluczowa jest moim zdaniem kwestia pewnego poziomu empatii i postępowania zgodnie z regułą „żyj i daj żyć innym”. Po Twoich wypowiedziach widzę, że traktujesz swoją rolę „psiego pana” poważnie i odpowiedzialnie, co mnie bardzo cieszy. Gdyby wszyscy tak postępowali, być może np. nie zdarzyłaby nam się sytuacja, kiedy w kierunku mojego dziecka w wózku, żony i moim biegnie rozpędzony owczarek niemiecki (oczywiście nie „na uwięzi”), a coś takiego spotkało mnie ostatnio w Rowach (fakt, akurat nie na plaży).

        Uświadomiłeś mi, że faktycznie parawany na plaży faktycznie mogą w niektórych momentach stanowić zagrożenie. Na szczęście w Rowach, gdzie wypoczywałem zjawisko występowało w formie umiarkowanej i nie stanowiło przesadnego problemu. Może też dlatego, że unikałem jak ognia przebywania na plaży w godzinach tzw. szczytu wybierając inne rozrywki typu rower wodny, wyprawa na punkt widokowy itp. 🙂

        Postulat podziału plaży na sektory popieram w całej rozciągłości – i to też już chyba zaczyna funkcjonować (zobacz, ile jest plaż dla psów w Polsce: http://mapa.popiasku.pl/?). Są plaże nudystów, plaże dla psów (http://www.rowy.pl/aktualnosci/32-wakacje-z-psem-w-rowach), więc pewnie i plaże rodzinne to kwestia czasu. Dla każdego coś miłego.

        Życzę wielu kolejnych udanych wizyt na plaży!
        Piotrek

        Polubienie

      2. To ja dziękuję za wizytę, czytanie moich wypocin i jakże sympatyczną rozmowę. Jedną z moich ambicji jest zwracanie ludziom uwagi na pewne rzeczy i jakaś forma edukacji, lub chociaż skłonienia do refleksji. Tu co prawda miało być o parawaningu, ale dzięki Tobie poruszyliśmy też temat psów w przestrzeni publicznej. I dobrze!
        Bo to temat ważny. Najbardziej obawiamy się tego czego nie rozumiemy i tego czemu nie potrafimy zapobiec. Przykra sytuacja jaka spotkała Twoją rodzinę, którą opisujesz, jest oczywiście jak najbardziej uzasadnioną podstawą do obaw. Ale to praktycznie jest zawsze wina właściciela, a nie psa. Ja mimo iż jestem nienormalnym miłośnikiem psów, to powiem Ci szczerze, że obecne regulacje dotyczące posiadania psów w Polsce uważam za idiotyczne. Po pierwsze wprowadziłbym edukację w szkołach dotyczącą psów właśnie, opieki nad psem, odczytywania sygnałów jakie wysyłają te zwierzaki, kontroli psów itd. Po drugie wprowadziłbym obowiązek uzyskania pozwolenia na posiadanie psa i obowiązek szkolenia psa i właściciela. Pozwolenie byłoby odbierane przy stwierdzonych zaniedbaniach. Wprowadziłbym również zakaz trzymania psów na łańcuchu i w kojcu dłużej niż kilkanaście godzin na dobę. Bo pies na łańcuchu lub stale w kojcu jest potwornie torturowany fizycznie i psychicznie, co implikuje późniejsze problemy i często dramaty. No dobra rozpisałem się tutaj, ale trzeba iść z psiakami na wieczorny spacer 🙂

        Pozdrawiam serdecznie Ciebie i Twoją rodzinę, zachęcam do zaglądania na nasz blog, na pewno będzie sporo o psach 😉 , mam nadzieję, że dowiesz się wielu ciekawych rzeczy na ich temat 🙂 – Artur

        Polubienie

      3. Draagoon

        Ciekawy pomysł z podzieleniem plaży, lecz dodałbym jeszcze specjalną strefę dla parawaning’owców. Była by otoczona wysokim murem, aby czuli się oni jak najbardziej swobodnie 😉 Przeraża mnie jedynie fakt, że w przypadku, który opisywałem, 99% ludzi, których zastałem wtedy na plaży uprawiali tą nową formę wypoczynku.
        Wracając do psa moich dziadków, jestem również przekonany, że ze względu na jego wiek i możliwe w związku z tym dolegliwości, mogło mu się co nieco pomieszać i dlatego zaatakował. Myślę jednak, że niektóre psy, tak jak ludzie, nie tylko na starość – nazwijmy to – dziwaczeją, lecz również za młodu potrafią odwalać niezłe numery. Większość psów nie jest tak posłuszna jak Twój i stąd bieże się obawa innych ludzi, jak również Basiora, gdy widzą psa biegającego swobodnie. Zwłaszcza, gdy nie jest to chihuahua 😉

        Pozdrawiam
        Marek

        Polubienie

  5. Znając polskie realia i mentalność, to plaża zostanie zawłaszczona przez paraningowców i cała reszta normalnych ludzi zostanie z niej wypchnięta 😦 Nie wierzę, że jakieś lokalne władze czy nawet WOPR zechce cokolwiek z tym zrobić. Nasze pisanie to wołanie na puszczy….niestety.
    …………………………………………………………………………..
    Psy jaki stwory społeczne, są podobne do nas. Trapią je podobne dolegliwości i podobne są problemy ze współżyciem społecznym jak ludzi. Jednak zwróć uwagę, na statystyki. One wyraźnie pokazują, że chyba jednak psy są mniej niebezpieczne niż ludzie. Stanowią mniejsze zagrożenie. Oczywiście na psy trzeba zwracać uwagę i mieć się na baczności, tak jak z ludźmi. Dlatego już wyżej pisałem, co ja bym w prawie dotyczącym psów zmienił.

    I jeszcze taka mała dygresja. Posłuszeństwo psa to jest jeden aspekt, drugi to odpowiednia socjalizacja psa. Tak aby nawet jeśli się zdarzy, że człowiek jakoś straci nad nim kontrolę, pies znajdzie się gdzieś przypadkowo sam itd nie był agresywny, nie miał nawyku podbiegania do obcych ludzi, zaczepiania ich, a już nie wykluczone aby gryzł. Przynajmniej do póki sam nie zostanie zaatakowany. Ja z moimi psiakami mam ten dodatkowy luz, że nawet jak ktoś do nich podchodzi i sam je zaczepia, to Zohan (większy i czarny) jest zawsze przyjaźnie nastawiony, a Hoshi (mniejszy i pręgowany) raczej się wycofuje do pańciów. 😉

    Pozdrawiam – Artur

    zapraszamy na https://www.facebook.com/pages/Rad%C4%99-damy/855763994492253

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s