Buffonata

„To co zowiem różą , pod inną nazwą równie by pachniało”, te słowa Szekspir włożył w usta Julii zwracającej się do swego Romea. Parafrazując je na potrzeby moich rozważań spytałbym: to, co zowiemy gównem, pod inną nazwą równie by śmierdziało…?

Chyba każdy z nas spotkał się z megalomańskim nazewnictwem wszystkiego co możliwe. Chociaż nie, słowo -chyba- jest tutaj grubo nie na miejscu. Każdy się z tym spotkał! W każdym mieście i miasteczku jest tego pełno, a im większe miasto tym zdaje się więcej. Mnie razi, mierzi, a czasem bawi do rozpuku to, jak jeden bęcwał z drugim się gimnastykują aby nazwać osiedla, knajpy, dyskoteki czy tym podobne miejsca. Naprawdę nie wiem skąd się to bierze i jak mizerną inwencją i znajomością języka ojczystego trzeba się charakteryzować aby płodzić takie potworki. Co trzeba mieć w głowie aby ochrzcić zwyczajne, nowe skupisko klatkowców, zwane potocznie osiedlem, na przykład „Mała Toskania”, „Bianco Bemowo”,”Bemowo Living House”, „Rua Bonita”, „Villa L’Azur”, „Central Park”, „Hill Park Apartments”, „ZEN GARDEN Mokotów”, „Tarasy Dionizosa” itd…. Nosz Qrwa!
Czy obśmierdłe jak każde inne blokowisko, otoczone wysokim płotem i zagrodzone bramą na pilota, co to bez pilota się nie przejdzie, musi mieć koniecznie takie pretensjonalne nazwy? Czy byle restauracyjka, buda z pseudo pizzą lub inną ledwie spożywczą padliną, koniecznie musi mieć na szyldzie wypisane, oczywiście fantazyjną czcionką, nazwy z drugiego końca Europy lub świata? – „Perugia”, „Roma”, „Santorini”, „Mondo di Vinegre”, „Cafe Paradiso”, „Manhattan”, „La pasjone”, „Piatto Bianco” itd.

Co każe ludziom nadawać tak absurdalne imiona swoim interesom? Czy na przykład w Palermo, Montpellier, Tarragonie czy Tampa też nadają osiedlom i knajpom nazwy polskich miejscowości, parków, dzielnic, słowiańskich bóstw i szlag wie czego jeszcze? Czy 50 metrowa klitka pod wydumanym, dresiarskim hasłem lepiej się sprzedaje, nadaje jakiegoś prestiżu, splendoru i pozwala łatwiej spłacać absurdalnej wielkości kredyt przez 30 lat? Otacza nimbem wyjątkowości i chwały , wyróżnia spośród plebsu? Czy gumowa zapiekanka, nędzny wyrób pizzopodobny, kotlet ostatniej świeżości i frytki nasączone starym olejem będą smaczniejsze, zdrowsze i chętniej zjadane przez cebulaków, jak będą łykane pod odjechanym w kosmos szyldem? A nawet jeśli jest to żarcie dobrej jakości i obsługa nie wywołująca ataków szału lub paniki, to naprawdę trzeba do tego przysrać jakimś włoskim tekstem? Bo na trawienie wpływa, apetyt zaostrza, optycznie zmniejsza ceny? Naprawdę nie kumam tego, tak jak nie kumam dołączania gołej dupy i cycków do każdej reklamy wszystkiego czy doklejania durnych promocji do czego się da. Widać też, że braki własnej oryginalności, stylu, pomysłowości muszą rekompensować sobie takimi żenującymi idiotyzmami. Mnie osobiście odstrasza to od oferty skutecznie i na stałe. Lokale z kretyńskimi i kserowanymi od siebie nazwami omijam. Ale widać tak jak są amatorzy śmieciowego jedzenia, śmieciowych mieszkań, śmieciowych reklam, tak samo są amatorzy gównianego języka i przestrzeni nim zasranej.

Artur

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Buffonata

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s