Palenie kobiet w ciąży powoduje raka

Taki napis widniał na paczkach papierosów w zamierzchłych czasach, w których ja jeszcze szczęśliwie nie paliłem. Chyba dla każdego jest jasne, że kobiet w ciąży nie należy palić, bo to szkodzi i kobiecie i dziecku. Innych kobiet, mężczyzn i zwierząt też palić nie wolno pod żadnym pozorem. W niektórych krajach można za to dostać nawet krzesło elektryczne. Ale żeby zaraz powodowało raka? 😉 Dobra, pośmialiśmy się i poznęcaliśmy nad poziomem władania niektórych ludzi językiem ojczystym, ale żaden ze mnie profesor Miodek więc przejdźmy już do rzeczy poważnych.

Całe życie coś tam trenowałem i byłem zaciekłym wrogiem tytoniu. Do czasu aż spotkałem miłość mojego życia i zacząłem jarać, bo ona paliła… Z tym, że ona sobie popalała od czasu do czasu, a ja się uzależniłem hardcorowo. Jarałem lekko paczkę dziennie… teraz walczę jak lew aby rzucić. Niestety boli i ciężko idzie. Wniosek jest taki, że miłość szkodzi zdrowiu 😀 Kiedy postanowiliśmy zajść w ciążę to już duuuużo wcześniej się do tego przygotowywaliśmy. Ona zdrowe żywienie, zero używek, joga, medytacje, tematyczna literatura i takie tam….. Rzuciła w cholerę to swoje sporadyczne popalanie, tych swoich śmiesznych, cienkich papierosków bez problemu (jak ja bym chciał być tak silny jak Ona!). A ja po prostu nie paliłem w jej towarzystwie. Podczas ciąży też nie. I teraz kiedy jest młody na świecie rzecz jasna także. Uważam po prostu, że trucie dwóch najbliższych mi osób na świecie byłoby przejawem skrajnego już zidiocenia. Nawet gdyby nie były najbliższe, to też mądre i odpowiedzialne palenie w towarzystwie niepalących nie jest. Wystarczy, że popełniałem tą głupotę tyle lat na własny rachunek, do dziś nie mogę zresztą tego cholerstwa definitywnie się pozbyć. O fatalnych skutkach palenia tytoniu wylano już hektolitry czcionek. O jeszcze fatalniejszych skutkach palenia na zdrowie dziecka, w tym tego rozwijającego się dopiero w łonie matki również. Nie ma miesiąca, aby jakiś zespól badaczy za ciężkie miliony, nie publikował kolejnych badań tego dowodzących. Wydaje mi się, że każda matka, była, obecna, przyszła wie o tym doskonale. A jak nie wie, to nie chce wiedzieć i nie zamierza się dowiadywać ani przyjmować tego do wiadomości. Tak działa uzależnienie, często silniejsze od logiki, strachu, wyobraźni, dowodów i szlag wie jak apokaliptycznej perspektywy. Nie podejmuję się przedzierania przez ten zawiły mechanizm aby poruszyć akurat te neurony w mózgach matek, które będą się w stanie nikotynie oprzeć. To zostawiam innym. Ja się skupie na męskiej stronie tego zagadnienia, na ojcach.

Chłopaki, jeśli Wasze partnerki, żony palą przed planowaną ciążą, lub co gorsza w jej trakcie to macie spory problem. Taki sam problem macie, gdy Wy lub ktoś inny pali w Jej towarzystwie. Problem mało potencjalny, bo z wysokim prawdopodobieństwem spełnienia. O szkodliwości dymu tytoniowego dla rozwijającego się płodu, a później dziecka można znaleźć setki informacji w sieci. To jednak tylko suche fakty, czasem okraszone zdjęciami, na które nie można już patrzeć. Jak wszystkie tego typu informacje, pojawiające się w każdym możliwym miejscu, nie robią one na nas już większego wrażenia, są zbyt odrealnione i powszechne aby dotykać nas bezpośrednio i powodować jakąś reakcję. Nie będę Was tu karmił rzewnymi opowieściami z oddziałów patologii ciąży czy dziecięcych szpitali. Inni to robią, choć wiem, że to mało skuteczne i jedynie autorom tych opowieści robi dobrze. Ale skutki palenia są realne i jeśli Wasze dziecko poprzez swoja matkę, będzie faszerowane dymem tytoniowym to Wy osobiście to odczujecie. Jak? Zostanie wam odebrana część wolnego czasu, pieniędzy, dumy i męskości lub sami ją sobie odbierzecie paląc przy Niej.

Hahahahaaa, durny ten koleś….co ma duma i męskość do wdychania dymu papierosowego przez matkę mojego dziecka? Zaśmieje się pewnie część z Was. Otóż ma, i to dużo! Substancje trujące uwalniane podczas spalania suszu tytoniowego, mają bardzo poważny wpływ na rozwój dziecka. A to niesie za sobą zawsze jakieś skutki. ZAWSZE! Pomijając poważne wady, które nie są tak częste aby statystycznie Wam się przytrafiły, są skutki mniej poważne, ale rzutujące na całe życie człowieka i jego rodziców. Zawsze będzie to gorszy rozwój psychiczny, fizyczny i obniżona odporność. Znaczy to ni mniej ni więcej tylko tyle, że Wasze dziecko będzie słabsze, głupsze i bardziej chorowite niż mogłoby być gdyby nie ten pieprzony dym. Sorry, takie są fakty. Nawet jeśli się urodzi całkiem zdrowe, a Wy jako argument macie dziesiątki podobnych przykładów – matka jara jak smok, a dziecko rodzi się zdrowe, wiedzcie, że nawet zdrowe nie ma już tych samych parametrów, jakie mieć by mogło. Czyli finalnie wydacie więcej kasy na leczenie i korepetycje, więcej czasu stracicie na siedzenie u lekarza i przy łóżku chorego dziecka czy odrabiając z nim lekcje. Później gorzej może nauczy się chodzić, mówić, liczyć itd. Będzie dostawało bęcki od innych dzieciaków na niwie aktywności fizyczne i intelektualnej. To bardzo proste, nie będzie się czym chwalić i z czego być dumnym, przynajmniej nie aż tak bardzo. Wasi przodkowie, tysiące lat unikali wszelkich niebezpieczeństw, „selekcjonowali” dla Was najlepsze możliwe geny,  walczyli o życie swoje i tym samym Wasze, a Wy to teraz puszczacie z dymem ….. który będzie się ciągnął prawdopodobnie przez następne pokolenia Waszych potomków. Czyż to nie jest głupota? Tu nie ma żadnych cudów. Sytuacja jest prosta. Pozwalając palić matce lub sami paląc w jej obecności czy pozwalając na to innym, odbieracie szanse swoim dzieciom, a na pewno je zmniejszacie. Sobie samym przysparzacie kłopotów i wydatków oraz pomniejszacie poczucie dumy z własnego dziecka, z bycia rodzicem, z bycia ojcem. Pamiętaj chłopie, nie masz wpływu na wady genetyczne i nie ponosisz za nie winy, ale na to czy Twoje dziecko truje się dymem już tak. I to Ty również jesteś za to odpowiedzialny, i to Ty będziesz z tym musiał żyć i z tym się zmagać. No chyba, że uciekniesz jak pies z podkulonym ogonem. Ale czy wtedy dalej będziesz facetem…?

I na sam koniec. Niech Wam do głowy nie przyjdzie terroryzować swoje partnerki. Na pewno nie róbcie tego, jak ona jest już w ciąży. Bo jeśli jest paląca to dalej będzie palić, tylko w ukryciu i jeszcze będzie siebie i dziecko faszerować stresem. Nie w tym rzecz, to ma być skuteczne. Kobieta w tym czasie potrzebuje wsparcia i pomocy. Chyba najbardziej w całym życiu. Pali – jak pali – z powodu nerwów, niepewności i czasami przerażenia. Tak, ciąża kobiety to nie tylko tsunami oksytocyny, puchate różowe misie, i jednorożce. To często erupcje trudnych do pojęcia przez faceta emocji. No dobra, niemożliwych do pojęcia przez faceta, nie będę się wygłupiał. A to sprzyja paleniu. Dajcie jej oparcie, pewność, zrozumienie i wtedy dopiero stanowczo walczcie z papierosami. Najlepiej sami nie palcie (jeśli jeszcze palicie) w jej pobliżu, gońcie innych, którzy to robią, bądźcie odpowiedzialni i rozsądni. BIERNE PALENIE JEST RÓWNIE SZKODLIWE JAK PALENIE CZYNNE! Niech Wam się nie wydaje, że jest inaczej.

Na koniec życzę Wam dużo szczęścia, spełnienia i poczucia dumy w kosmicznej misji „ojciec”, jest trudna i nieprawdopodobna czasem, ale warta wszelkich trudów i wyrzeczeń. Naprawdę, nie warto jej puszczać z dymem!

Artur

PICT0006

Ten wpis bierze udział w akcji blogowej „Nie palę w ciąży – również biernie.”

11894415_1144610678901761_1129162711320413773_o

Więcej informacji znajdziecie na stronie : http://niepalewciazy.blogspot.com

Patronami akcji są: serwis Familie http://www.familie.pl i Mądrzy Rodzice http://madrzy-rodzice.pl oraz Rzecznik Praw Dziecka http://brpd.gov.pl

logo_familie_duze

logo-madrzy rodzice

rpd- logo

Reklamy

8 uwag do wpisu “Palenie kobiet w ciąży powoduje raka

  1. Joanna

    Na temat moich doświadczeń z nikotyną mogłabym napisać powieść bo jestem uzależniona od nastu lat. Pamiętam że kiedy zaszłam w ciążę najbardziej przerażająca była świadomość, że nie będę potrafiła rzucić fajek. Na szczęście w moim przypadku poczucie odpowiedzialności za moje dziecko, na które z utęsknieniem czekałam dość długo było silniejsze i się udało. W tym zarówno pierwszym jak i drugim błogosławionym stanie, a także podczas karmienia piersią nie paliłam. Cieszy mnie to do dziś.Obecnie znów palę, niestety, ale na te 9 miesięcy plus okres karmienia naprawdę można przestać bo skoro mi się udało a jestem naprawdę beznadziejnym przypadkiem to innym też powinno się udać. Pozdrawiam.

    Lubię to

    1. Nie ma się co oszukiwać, nikotyna to jeden z najgorszych, o ile nie najgorszy narkotyk, jaki zna ludzkość. Potwierdza to też WHO, wiele innych organizacji i naukowców. O ile jeszcze palenie dorosłego można zakwalifikować z grubsza jako działanie na własny rachunek, tak palenie będąc w ciąży, przy ciężarnej, karmiąc lub przy dziecku to skrajna głupota i nieodpowiedzialność, bo dotyczy bezbronnego i słabego człowieczka. Cieszę się, że Tobie sie na ten okres udało odstawić fajki i Twoje dzieci są w olimpijskiej formie i zdrowiu 🙂
      Pozdrawiam – Artur

      Lubię to

  2. Joanna

    Tak uzależnienie od nikotyny jest porównywalne do uzależnienia od heroiny. Ciężko jest się wyrwać z tych szpon. Życzę sobie i innym palącym żeby im się udało wygrać z nałogiem.

    Lubię to

  3. Joanna

    Kilka fajek dziennie to rewelacyjny wynik. Dzięki za info, poczytam z zaciekawieniem i nadzieją. Ja próbowałam bez wspomagania i nici jak tylko znajduję się w sytuacji, w której zawsze paliłam albo się wkurzę to koniec. Musiałabym uciec do jakiejś chatki w lesie z dala od wszystkiego.

    Lubię to

    1. No właśnie tu jest pies pogrzebany. Poziom uzależnienia jest skorelowany z genami. Ci ludzie którzy szybko metabolizują nikotynę, jak Ty czy ja, mają problem. Uzależniają się szybciej, mocniej, palą więcej i trudniej im rzucić …. Jest też pewna korelacja z wrażliwością na dopaminę, której poziom podwyższa nikotyna. I na przykład podobne to jest trochę do lubienia amfetaminy – podobny mechanizm.

      Też z taką chatką w lesie miałem wizje 😉 i czekałem…..w końcu doszło do mnie, że to się nie wydarzy nigdy, więc trzeba zacząć działać w warunkach jakie mam. Stąd dokładne przeszukanie internetów i pomoc farmakologiczna w efekcie. Teraz jestem na drugie kuracji cytyzyną i powiem Ci, że to daje niezłe efekty. Na prawdę. Tylko trzeba się spiąć i zacząć. Oczywiście staram sie też trochę zmieniać styl funkcjonowania, bo tak jak piszesz, nałóg jest też pewnym nawykiem sytuacyjnym. Efektem ubocznym jest powiększony apetyt i trochę zbierającego sie tłuszczu na brzuchu 😀 Ale to się zrzuci jak te pieprzone upały znikną, bo teraz to max na co mnie stać, to spacery z psami . 🙂
      Artur

      Lubię to

  4. Joanna

    Zgadzam się z Tobą, że geny odgrywają wielką rolę w jakimkolwiek uzależnieniu. Na szczęście posiadając zdrowy rozsądek i samokrytycyzm można dużo osiągnąć. Dodatkowe kilogramy podczas rzucania mnie osobiście nie odstraszają( mam już niezłą wprawę) raczej ta „pustka” bez papierosa. Od pół roku sporo biegam, Moim marzeniem jest w następnym roku przebiec maraton a pety pasują tu jak świni siodło. Życzę Ci powodzenia i trzymam kciuki.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s