Jak pomyślę, tak nie zrobię.

Zanim zostałam mamą często w życiu kierowałam się zasadą: jak pomyślę, tak nie zrobię. Choć „kierowałam się” to może źle powiedziane, bo to raczej ta zasada kierowała mną.  W tej kwestii urodzenie dziecka nic nie zmieniło, a raczej potwierdziło, że owa reguła nadal obowiązuje i ma się świetnie. Nie chodzi tu o takie szlachetne, nagłe zrywy jak używanie pieluch wielorazowych, żeby chronić matkę Ziemię. Ten, rzeczywistość zweryfikowała już w pierwszej dobie życia mojego dziecka. Mam na myśli rzeczy, co do których byłam przekonana, bo przekonywałam siebie o ich słuszności na długo przed zajściem w ciąże. Niektóre nawet postanowiłam jeszcze sama będąc dzieckiem.  Obnosiłam się z nimi, pouczałam innych, albo przynajmniej obgadywałam ich z tego powodu za plecami 😉 I co? I gówienko .

Zabawki.

Wszędzie pełno zabawek. Walające się w łóżku rodziców, w kuchni, w pralce, w wannie, jak okiem sięgnąć wszędzie zabawki. Czy ci ludzi naprawdę nie chcą mieć choćby małej przestrzeni życiowej tylko dla siebie? Bardzo krytycznie przypatrywałam się takiemu (nie)porządkowi rzeczy u znajomych, którzy byli już rodzicami. Mi udawało się przez jakiś rok. Czyli do momentu kiedy mały nie zaczął sam chodzić. Teraz nie dość że znajduje wszędzie zabawki, to nie znajduje swoich rzeczy. Czy nie chcę mieć choćby małej przestrzeni życiowej bez dziecięcych drobiazgów? Chcę, ale nie chce mi się jej w kółko sprzątać.

Rajstopki.

Nienawidziłam ich. Szczerze, głęboko i bezinteresownie, nienawidziłam. Jak zjeżdżają z tyłka, jak wiszą między nogami. I to szczypanie bez którego nie dało się ich wciągnąć! Za każdym razem jak mama mnie w nie wystroiła, jakaś skumulowana negatywna energia powodowała, że się przewracałam i rozbijałam kolana. To jednak w niczym nie przeszkadzało, albo raczej nie pomagało. Dalej musiałam popierniczać w rajtach , tyle że zacerowanych na kolanach. Już wtedy wiedziałam, że moje dziecko na pewno nie będzie zmuszone chodzić w rajstopach ( kto w ogóle wymyślił tą nazwę? Raj stopy, poważnie?! ). Pierwsze, kupiła małemu moja mama ( nie mogło być inaczej ). Schowałam je na dnie szafy, tam gdzie mole mówią dobranoc. Mój synek jednak poszedł krok dalej niż ja , bo nienawiścią darzy wszystko co zakrywa mu stópki choćby to był skrawek kocyka. Przyszła jesień, żłobek, bakterie, gile do pasa, a Teoś na spacerze kilkoma zwinnymi ruchami notorycznie pozbywał się skarpet i butów. Nie było na niego siły… Gdzie to ja schowałam te rajstopki od babci?

Śpiewanie.

Na samym początku naprawdę się wstydziłam wydobyć z siebie jakiś dźwięk, choćby przypominający kołysankę. Nie wiem czy bardziej siebie, dziecka, czy że Artur usłyszy jak fałszuje i czar pryśnie 😉 Nigdy nie lubiłam swojego głosu, a w formie śpiewanej to już najbardziej. Ostatni raz słyszałam siebie jak śpiewam w podstawówce i poprzysięgłam , że jak dorosnę to już nikt i nic nie zmusi mnie do śpiewania. Kiedy na szczepieniu pielęgniarka powiedziała : „No, to niech teraz mamusia pośpiewa dziecku, bo będzie kłucie…. No niech śpiewa, niech śpiewa!”, to przerażona bardziej tym ,że miałbym coś publicznie zaśpiewać , niż płaczem Teosia , coś tam nuciłam pod nosem, w myślach mląc brzydkie słowo na „k”. W końcu, najpierw nieśmiało, a później bez żenady śpiewałam wszędzie, o każdej porze dnia i nocy i to w trzech językach. Okazało się , że to naprawdę pomaga i ma szerokie zastosowanie : na smuteczki, na sen, na stres , a nawet na kolki !

Spanie z dzieckiem.

To nie tak, że miałam negatywne zdanie o tych co śpią z dzieckiem, uważałam , że każdy rodzic sam najlepiej wie co dla niego i jego dziecka będzie dobre. Ja wiedziałam , że dla nas dobre będzie spanie osobno. Każdy ma prawo mieć swoje miejsce w domu i czas dla siebie, nawet jeśli to jest tylko łóżko i tylko wieczór. Wydawało się , że co do tego wszyscy pod naszym dachem są zgodni. Moje dziecko od pierwszej nocy dobrze się czuło w swoim łóżeczku, było spokojne, smacznie spało, nie protestowało jak je odkładałam…No właśnie, moje dziecko nie, ale ja z każda nocą coraz bardziej musiałam ze sobą walczyć, żeby go odłożyć i wrócić „do siebie”. Aż w końcu pomyślałam, cholera, a kiedy mam się do niego przytulać, głaskać, smyrać, miziać i całować, jak nie teraz! Ostatecznie się poddałam jak Teo sam, świadomie, gdy lulałam go do snu, objął mnie rączkami i tak zasnął. Wyswobodzenie się z tego uścisku było ponad moje matczyne siły.

Więcej grzechów nie pamiętam, choć pewnie coś by się jeszcze znalazło. Jeśli nie teraz to na pewno kolejne lata macierzyństwa przyniosą nowe niezrealizowane postanowienia, zmiany zdania, złamane reguły i czym tam się  jeszcze niedawno się wymądrzałam. Głupia, ja.

DSC06176

DSC05988

DSC05991

zdjcia

DSC06062

DSC06051

DSC06054

DSC06251

DSC06124

DSC06074

DSC05997

Reklamy

7 uwag do wpisu “Jak pomyślę, tak nie zrobię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s