Podaj cegłę

Najnowsze odkrycia archeologiczne wskazują, że ludzkość domostwa, stałe osady buduje już być może od około 70 tyś. lat. Naukowcy z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Poznaniu podczas trwających wykopalisk w Sudanie, odsłonili stanowiska pozwalające domniemywać, że już wtedy Homo sapiens tworzył dość okazałe domostwa, do tego na trudnym, podmokłym terenie. Osady i domostwa pojawiały się coraz częściej, a wraz z upowszechnianiem się rolnictwa i hodowli zwierząt budownictwo wybuchło z wielką mocą. Był to okres pomiędzy 10 a 3 tysiące lat temu. Pierwsze materiały z jakich budowano to drewno, kamień, glina i ziemia. Następnie zaczęto wytwarzać cegły. Tych materiałów w budownictwie używamy do dziś. Ja chciałbym się tu skupić na cegłach, najpowszechniejszym materiale budowlanym i głównym składniku starych i nowych domów oraz na tym, czym je łączono i wykańczano.

Historia cegły jest niemal tak długa jak historia naszej cywilizacji. Pierwsze cegły pojawiły się 5 – 6 tyś. lat przed naszą erą w Mezopotamii, Egipcie i Babilonie. W podobnym okresie cegły zaczęto wykorzystywać na terenie dzisiejszych Indii i Chin. Następnie ta nowa technologia rozlała się po całym świecie. Pierwsze cegły były suszone na słońcu, a w około 3 tysiąclecia p.n.e. zaczęto je wypalać. Możemy więc śmiało stwierdzić, że cegły używają setki pokoleń ludzi budując z nich swoje domostwa. W różnych warunkach klimatycznych i na każdej prawie szerokości geograficznej. Setki pokoleń i doświadczenie liczone tysiącami lat. To pozwoliło na tworzenie z nich budynków doskonałych, budynków trwałych, bezpiecznych, funkcjonalnych i przede wszystkim zdrowych dla ludzi. Dziś w samej Polsce mamy setki obiektów, budowanych w tradycyjny sposób z cegły wieki temu, które są w doskonałej kondycji, oraz tysiące trochę nowszych.

Od mniej więcej 50 lat budownictwo tradycyjne odchodzi do lamusa. Zastępuje je budowanie obiektów domopodobnych i wszechobecna fuszerka. Choć są pierwsze jaskółki powrotu do tradycyjnych metod i materiałów budowlanych, po krótkotrwałym i często chybionym uczuciu do nowoczesności. Ale to inny rozdział i tym zajmować się nie będziemy. Wróćmy do budownictwa tradycyjnego i starych domów z cegły.

Do ścian murowanych z cegły metodą tradycyjną potrzebne były cegły i zaprawy. Cegłę robi się z gliny, a zaprawy (murarskie i tynkarskie) od tysięcy lat robiło się z wapna, kruszywa (piasku) i najróżniejszych dodatków. Stare receptury na przygotowanie cegły i zapraw mówią nam, że czas jaki był potrzebny do ich stworzenia liczono w latach, od kilku do nawet kilkudziesięciu. Książki o budownictwie tradycyjnym z początków ubiegłego wieku wymagają od budowniczych co najmniej roku na przygotowanie gliny na cegłę, podobnie wapna, następnie tygodni suszenia uformowanych cegieł i kilka tygodni poświęconych na wypalanie cegły i jej studzenie. Mało tego, produkcja cegły była też uzależniona od konkretnego materiału i późniejszego zastosowania. Wiedziano jak wyprodukować cegłę wodoodporną i taką o zupełnie odwrotnych właściwościach oraz gdzie i po co je użyć. Z cegły o jednej właściwości budowano ściany nośne czy fundamenty, a z innej ściany działowe, szczególnie kuchni i łazienek. Tak samo zaprawy, opierające się głównie na wapnie, z dokładanym do nich elementem zwierzęcym (skóry, sierść, zwłoki zwierząt, krew, jajka) tworzącym klej kazeinowy, wiązały co prawda długo, ale z czasem były coraz mocniejsze, wodoodporne i co ważne nie przekraczały wytrzymałości cegieł. Dziś niestety cegły robi się niemalże w kilka tygodni, a zaprawy składają się głównie z kiepskiego cementu, kruszywa i chemicznych dodatków. To różnica fundamentalna, mniej więcej taka jak pomiędzy zupą błyskawiczną z torebki, a tradycyjnym garem bigosu, z warzywami z własnego ogródka i kiełbasą od chłopa ze wsi. To co dziś nazywamy cegłą, kiedyś nie użyto by do murowania chlewiku. Dlatego stare budynki z cegły mimo setek lat i wielu wojen, stoją do dziś, a dzisiejsze domki liczy się na 50 lat i pewnie nie przetrwają więcej jak 100. Mój dziadek był przedwojennym murarzem/tynkarzem i pamiętam jak przygotowywał wapno, a dokładnie ciasto wapienne do pracy, zajmowało to długie tygodnie. Dziś wsypuje się proszek z worka, dodaje wody i gotowe. To na pewno wygodne dla budowlańców, ale niekoniecznie dobre dla ceglanej ściany i ludzi. Szczególnie przy bezrozumnym dobieraniu materiałów, technologii i wykonawstwa.

Tradycyjne budynki są doskonałym miejscem dla życia ludzi o ile są sprawne, niezniszczone i niezepsute nieumiejętnym remontem. I właśnie tu dochodzimy do sedna. Będąc właścicielem starego domu, budowanego z tradycyjnych materiałów musimy się wykazać wiedzą i rozumieniem zjawisk, które pozwolą nam odtworzyć naturalne funkcje budynku, nie dokonać zniszczeń, a pewne mankamenty polepszyć. Używając nowoczesnych materiałów, takich jak zaprawy cementowe, kleje, styropiany, plastikowe okna, szczelne drzwi, zmieniając źródła ogrzewania itd. (szczególnie w nieumiejętny sposób), skazujemy nasz stary dom na powolną zagładę, siebie na kiepskie miejsce do życia i spore koszty. To najczęściej kreuje potok przekleństw i opinię, ze stare domy to dziadostwo, nadające się tylko na żer dla buldożerów. Pokładanie zaufania w budowlańcach, firmach, producentach materiałów jest tyleż naiwne, co głupie. Ten sektor gospodarki nie różni się od innych. Etos zawodu, uczciwość, rzetelność i szeroka wiedza zastąpił marketing i szybkie zarabianie pieniędzy. Musimy sobie uświadomić jedną rzecz, tak jak facet sprzedającym nam kredyt czy samochód, tak facet sprzedający nam wykonanie usługi w naszym domu lub materiały, chce tylko zarobić pieniądze, a nas samych ma głęboko w dupie. I to my dokonując wyboru zostajemy na koniec z gównianym kredytem, gratem pod domem czy gnojem w naszym domu. Inną sprawą jest normalny brak wiedzy i wygoda, od lat buduje się w nowych technologiach, a te stare zostały już po prostu zapomniane. Tak jak te stare technologie nie zawsze przystają do nowych budynków, te nowe nie są automatycznie kompatybilne z budynkiem starym. Ale można je łączyć, tylko trzeba wiedzieć jak. Nie oczekujmy tego jednak z automatu od każdego zatrudnionego przez nas budowlańca czy sprzedawcy materiałów budowlanych. Wręcz przeciwnie, zakładajmy, że jest dokładnie odwrotnie … bo najczęściej jest.

Komfort w budynku mieszkalnym to przedział temperatur 19 – 23 stopni i 40 – 60% wilgotności. To najlepsze warunki w mieszkaniu. Z tym, że ta druga wartość komfortu mieszkalnego, czyli wilgotność jest ważniejsza. Bo poniżej 40% wilgotności zaczynają się kłopoty zdrowotne, a na pewno dyskomfort – wysychanie śluzówek, kłopoty ze skórą, choroby dróg oddechowych itd. Wilgotność większa, powoduje również dużo kłopotów, zaczynając od uczucia duszności powodowanego kiepskimi warunkami dla wydalania wody przez skórę i płuca, kończąc na rozwoju pleśni, innych grzybów i mikrobów szkodliwych dla naszego zdrowia. I stare budownictwo właśnie wilgotność w domach potrafiło kontrolować w sposób absolutnie genialny, będąc jednocześnie kiepskim miejscem dla życia tych wszystkich szkodliwych dla nas żyjątek. I to wszystko bez odrobiny prądu. Gorzej spełniane były funkcje utrzymywania temperatury, o ile w lato stare budynki są bardzo przyjemne, lepsze niż klimatyzowane wnętrza, to zimą temperatury są niezadowalające dla dzisiejszych standardów. Odwrotnie ma się rzecz z nowym budownictwem, kwestie temperatur są kontrolowane lepiej, szczególnie zimą, ale kwestie wilgotności już gorzej, a przy braku prądu w ogóle. Pomijam już koszty jakie musimy wydać na takie instalacje w nowych budynkach, a które idą czasem w dziesiątki tysięcy. Całą sztuką podczas remontu starego domu jest zachowanie jego pierwotnych, doskonałych funkcji kontrolowania idealnej wilgotności i temperatury latem oraz dodanie funkcji utrzymywania dobrej temperatury zimą, bez rujnowania naszej kieszeni na energię. Stare cegły, tradycyjne tynki i polepy są doskonałym magazynem wilgoci, wchłaniają ją kiedy jest jej za dużo i oddają kiedy jest jej za mało. Do tego poprawnie wykonane i eksploatowane są zabójcze dla grzybów, myszy czy szkodliwych mikrobów. Żaden praktycznie z nowoczesnych materiałów tego nie potrafi. Stąd wykonywanie kolejnych systemów, wymyślanie coraz to nowych cudownych materiałów, dodatków i substancji … jednym słowem protez, drogich protez. Tak jak w przypadku wszystkich innych aspektów naszego życia, poprawianie natury rzadko kiedy kończy się happy endem i jest dla nas dobrze, a na pewno nie jest lepsze.

Nie od parady będzie tu jeszcze wspomnienie jednego aspektu. Mianowicie działek na których stawiane są domy i ich konkretne posadowienie. Kiedyś domy stawiano tam gdzie było to najlepsze, tam gdzie warunki do życia były dobre i wynikało to z przekazywanych z pokolenia na pokolenie tradycyjnych umiejętności. Często nowsze budynki stawiano na miejscu starszych i tak okazywało się, że w jednym miejscu ludzie mieszkali i żyli dziesiątkami pokoleń, dobrze i szczęśliwie żyli. Dziś o posadowieniu budynku decyduje urzędnik, cena i możliwości. To niekoniecznie idzie w parze z tym co dla człowieka jest najlepsze. Są to nierzadko miejsca, których ludzie kiedyś nigdy by nie wybrali do życia, a nawet takie, które omijano szerokim łukiem. Z ciekawostek i niejako zajawiając jeden z kolejnych moich wpisów zdradzę, że nasz stuletni dom ma w sobie fragmenty pochodzące z XVIII a może nawet z XVII wieku. Ale już na etapie poszukiwania nieruchomości stawialiśmy na miejsca, w którym wiadomo było, ze ludzie żyją setki lat. Pierwsze wzmianki o miejscowości, w której zamieszkamy pochodzą z samego początku XV wieku, czyli ludzie mieszkają tam jeszcze dłużej. Z ukształtowania terenu wynika, że miejsce posadowienia naszego domu jest na pewno miejscem posadawiana siedzib ludzkich od wielu setek lat.

Artur

DSC07947_Fotor

DSC07958_Fotor

DSC08015_Fotor

DSC07952_Fotor

Reklamy

18 uwag do wpisu “Podaj cegłę

  1. nigdy nie patrzyłam na swoją działkę z perspektywy wcześniejszych mieszkańców. ale zgadzam się, że teraz kierowanie się dobrem przyszłych lokatorów jest ostatnie na liście priorytetów. o ile w ogóle jest. teraz chce się sprzedać, zarobić a im lepiej się jakieś bagno sprzeda, tym większe szczęście sprzedającego.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dla mnie to ważny aspekt, ważna perspektywa. Jakaś istotna funkcja miejsca w którym żyję. I to niestety dziś zanikło, wszystko wypiera pieniądz, zarobek, zysk. Kiedyś wciśnięcie komuś chłamu, fuszerki było mniej prawdopodobne (przynajmniej w szeroko rozumianym budownictwie), dziś jest powszechne. Zanikł niestety etos tego zawodu, jednego z bardziej potrzebnych i szanowanych odkąd człowiek zaczął budować stałe osady. Zniknęła też „moda” na budowanie solidne, na pokolenia.

      Polubienie

  2. Bardzo ciekawy artykuł! Historią cegły pokazuje przemiany kulturowe – od trwałości do prowizoryczności, co dotyczy wszystkiego. Relacji i rzeczy. Natomiast zastanowiła mnie ta wilgotność. Powietrze w kamienicach przedwojennych jest właśnie zatęchłe, zbyt wilgotne przez co jest tam nieprzyjemnie zimno, z tego co piszesz…hmmm, to chyba jakiś błąd w sztuce? Czy te szczątki zwierzęce miały zastosowanie funkcjonalne, np. sierść dodawała jakiegoś składnika chemicznego w zaprawie? Dotąd byłam przekonana, że to wiązało się z kwestią wierzeń, magii, przesądów.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Kiedyś każda rzecz przychodziła z trudem, wymagała wysiłku. Dlatego ludzie o wszystko co im się udało osiągnąć dbali.

      Stęchlizna i nadmiar wilgoci ma zazwyczaj jedną lub kilka przyczyn. Po pierwsze zostały zniszczone lub uszkodzone dwa systemy, Pierwszy to izolacja pozioma fundamentów, po drugie wentylacja. Naturalna (tradycyjna) wentylacja starych budynków odbywała się w ten sposób: świeże powietrze wpadało poprzez nieszczelności w oknach i drzwiach, a następnie ogrzewane opuszczało wraz z wilgocią pomieszczenie poprzez piec i komin. Kiedy zrezygnowano z pieców, okna i drzwi wstawiono szczelne lub uszczelniono, to wymiana powietrza w pomieszczeniach ustała, tym bardziej, że przewodów kominowych się nie czyści, zatyka i czasem jest ich zbyt mało, jak na ilość mieszkań. Nie jest wydalany nadmiar wilgoci (z oddychania, gotowania, kąpieli itd), a położenie na ścianach nowoczesnych tynków i farb, utrudnia jeszcze murom wchłanianie i oddawanie wilgoci z powietrza.. Rezygnując z pieców i wstawiając plastikowe okna, należy zastąpić ten stary system nowym. Kiedy tego nie zrobimy pojawia się stęchlizna, zaduch, wilgoć. Trzeba rozumieć fizykę budynków i prawo przyczyny i skutku w takich przypadkach.

      Co do dodatków zwierzęcych. Zero przesądów w tym przypadku 🙂 Samo wapno i kruszywo nie w każdym przypadku spełniało wszystkie potrzebne budowniczym warunki. W różnych miejscach metodą prób i błędów odkrywano różne dodatki. Tam gdzie były wulkany, dodawano czegoś na kształt cementów, które wzmacniały zaprawy i przyspieszały ich wiązanie. Na naszych szerokościach dodawano komponent zwierzęcy, rozpuszczał się on w wapnie i wytwarzał klej kazeinowy, który wzmacniał zaprawy. Dziś stosuje się do tego cement, ale najczęściej podłej jakości i w zbyt dużych ilościach jak na standardy starych murów. Niszcząc je niestety. O ile jeszcze do wylewek czy innych tego typu elementów betonowych (wieńce, podciągi, nadproża, schody) można stosować typowe cementy, to do tynkowania starej cegły czy murowania/napraw jest to niedopuszczalne. Tu musi być przede wszystkim wapno gaszone, kruszywo i cement biały w niewielkich ilościach, bez plastyfikatorów żadnych i innego ścierwa chemicznego 😉 Są takie zaprawy, nazywają się renowacyjne, są też absurdalnie drogie. Jednak mając trochę wiedzy, można bez większego wysiłku takie zaprawy przygotowywać samemu, za ułamek kwoty tych kupowanych i wiele lepszej jakości. Satysfakcja do tego, bezcenna 🙂

      Polubienie

  3. W wielu aspektach się z Tobą zgodzę. Ale etos zawodu lub jego brak był podobny kiedyś i teraz. Nie można powiedzieć, że teraz większość fachowców myśli tylko o pieniadzach sprzedając nam fuszerkę. Spotkałam wielu takich, którzy oferowali mi wysoki poziom umiejętności i odpowiedzialności. Tak dbali o swoje wynagrodzenie. Ale my przecież też dbamy o swoje. Równocześnie z opowieści dziadków wiemy, że kiedyś też byli tacy fachiwcy, których omijało się dużym łukiem. Budowali niezgodnie ze sztuką. Myślę, że nie można generalizować 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Oczywiście, że nie można generalizować. Piszę raczej o trendach. Różnica pomiędzy kiedyś i dziś jest taka, że jak kiedyś fachowiec walił fuszerkę, to był spalony w dość sporej okolicy i pracy nie dostawał. A nie budowało się na potęgę jak teraz, ludzie nie migrowali. Po za tym firmował wszystko swoim nazwiskiem, swoją twarzą. A pamięć trwała w ludziach. Dziś to wygląda trochę inaczej, jest większa anonimowość, większy przerób i przepływ ludzi. Łatwiej o fuszerkę i oszustwa. Po za tym kiedyś były cechy zawodów, mistrzowie, czeladnicy. fachowiec uczył się zawodu latami. Dziś firmę możesz założyć nie mając pojęcia o tym czym się będziesz zajmować, lub mając pojęcie niewielkie. Oczywiście są też prawdziwi specjaliści, płaci im się krocie i czeka w kolejce na wolne terminy 🙂

      Polubienie

  4. W mojej rodzinie od kilku pokoleń jest stary tradycyjny góralski dom. Nie z cegły co prawda, a z drewna. Z przykrością patrzę, jak co roku przeprowadzane są w nim remonty ad hoc, bez planu i głębszego zastanowienia się nad ich sensem. Niestety z roku na rok dom zmienia się coraz bardziej i traci swój klimat.

    Polubione przez 1 osoba

    1. To niestety nagminna praktyka, jak Polska długa i szeroka. Piękne, tradycyjne budownictwo zastępują nowoczesne potworki lub ze starych robi się pokraki i niszczy ich urodę, a czasem je same 😦

      Polubienie

  5. Niestety, wiele osób twierdzi, że łatwiej jest zbudować dom od początku, niż wyremontować stary. Owszem, tylko pytanie, czy ten nowy dom będzie miał duszę i klimat starego? Obecnie, często „fachowcy” chcą zrobić jak najszybciej i jak najtaniej, żeby więcej zarobić, więc ja nie zaufałabym im ani przy remoncie starego domu, ani przy budowie nowego.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Samo takie twierdzenie, w oderwaniu od realiów konkretnych przypadków jest zwykłą głupotą. Dom to nie samochód, który nowy kupuje się w dwie godziny, a stary remontuje przez tydzień. Tu nie ma takich zależności. Budowa nowego domu, murowanego to około dwa lata, od momentu załatwiania projektów, pozwoleń itd, do wprowadzenia się. Nawet kapitalny remont starego domu można zrobić w kilka miesięcy, bez żadnego papierka. A dusza, to faktycznie pojawia się najwcześniej po kilkudziesięciu latach 🙂
      Co do fachowców … najlepiej wszystko zrobić samemu, nauczyć się i robić. Przynajmniej ja wychodzę z takiego założenia i wcielam je uparcie w życie. 😉

      Polubienie

  6. Kill Bill

    Nawet nie napiszę z jakiej przyczyny, ale mam powody, aby przenieść bloga na inny adres. Stare wpisy nie znikną, prawie wszystkie przeniosę na nowego bloga. Przeniosę bo umiem i nie będę musiał przepisywać 🙂 Najsłabsze wpisy odrzucę, w tym ten o tatuażach 🙂 Dzięki za miłe słowa na moim starym blogu, pewnie będzie Cię interesował adres nowego http://killbillme.com/
    Pozdro!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s