Tutaj

Tutaj czuję się jakbym wróciła do najbardziej beztroskich chwil dzieciństwa i czuję to wszystkimi zmysłami, nawet tym siódmym. Świt budzi nas do życia zapachem trawy wygrzewającej się w słońcu po nocnej burzy, a wieczorem, po całodziennej włóczędze jemy jagody, które nazbieraliśmy w lesie, ze śmietaną i cukrem, jak dzieci. Dobra karma jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy się zatrzymać. Tutaj jeden dzień trwa sto lat, a chwila trwa wiecznie ! Hoszi odkryła co chce robić w życiu: zostaje psem podwórkowym,  a w Zohana wstąpił duch szczenięcych lat i szaleje w ogrodzie jak opętana. Nasze chyba psiaki znalazły swoje miejsce na ziemi. Tak jak my.

Tutaj, cisza pieje w uszach niczym kogut, ludzie są jakby mniej wilkiem dla siebie, a wilki bardziej jak ludzie. Przez okno naszego domu cały świat pięknieje w oczach, nie ważne że za plecami pęka ściana, a na głowę sypie się tynk. Tutaj od razu zaczyna się nam wydawać, że wszystko się uda i że damy radę.

DSC00541_Fotor

DSC00546_Fotor

DSC00570_Fotor

DSC00561_Fotor

DSC00559_Fotor

DSC00593_Fotor

DSC00597_Fotor

DSC00599_Fotor

DSC00601_Fotor

DSC00609_Fotor

DSC00535_Fotor

DSC00565_Fotor

DSC00522

 

Reklamy

Podglądając mały świat

„Bardzo interesujące, ale też trochę przerażające jest to, że większość rodziców przestaje obserwować swoje dzieci, kiedy nauczą się mówić. Przez pierwszych szesnaście‒osiemnaście miesięcy za wszelką cenę staramy się ustalić, które dźwięki oznaczają, że jest głodne, zmęczone itd. Kiedy jednak zaczyna mówić, zachowujemy się, jakbyśmy już wszystko o nim wiedzieli. Uważamy, że znamy je bardzo dobrze i dalej poznawać nie musimy. Nie interesuje nas obserwowanie, jak dziecko się rozwija, jak poszukuje i bada świat. Ograniczamy się tylko do informowania go o tym, co jest dobre, a co złe.

A przecież wciąż nie wiemy, kim jest nasze dziecko. Ono każdego dnia uczy się tysięcy nowych rzeczy. Malec, którego odbierasz z przedszkola, nie jest już tym samym dzieckiem, którego zostawiłeś tu rano. Przekonanie, że wiemy, co jest dla dziecka najlepsze, czyni z nas głupców. Nie wolno rezygnować z ciekawości i zaangażowania, należy studiować dziecięcy język ciała, tonację głosu, spojrzenia itd. Większość rodziców o tym zapomina i wszystko chce załatwić wychowywaniem.”

Jesper Juul „Przestrzeń dla rodziny”

DSC00036_Fotor

DSC00055_Fotor

DSC00027_Fotor (1024x575)

DSC00200_Fotor (1024x575)

DSC00196_Fotor (1024x575)

DSC00180_Fotor (1024x575)

DSC00177_Fotor (1024x575)

DSC00165_Fotor (1024x575)

DSC00163_Fotor (1024x575)

DSC00158_Fotor (1024x575)

DSC00149_Fotor (1024x575)

DSC00131_Fotor (1024x575)

DSC00100_Fotor (1024x575)

DSC00135_Fotor (1024x575)

DSC00136_Fotor (1024x575)

DSC00116_Fotor (1024x575)

Magia codzienności

Niespiesznie i tak trochę mimochodem, okazało się, że lubię takie rodzinne spędzanie czasu. Nigdy nie myślałam, że to powiem, bo do trzydziestki z górką wszystko z przymiotnikiem „rodzinne” było delikatnie mówiąc poza kręgiem moich zainteresowań.  Ale teraz jest inaczej i oczywiście to nasze „rodzinne” bycie też jest inne niż wszystkie ;).  Skrojone na miarę, nic nikogo nie uwiera, nie jesteśmy w tym naszym familijnym życiu skrępowani ani wyfiołkowani niczym stróż w boże ciało. Nadal dobrze się bawimy, tylko w inna zabawę . Bo kiedy pokazujesz świat dziecku to tak jakbyś sam oglądał go po raz pierwszy. Mówiąc świat wcale mi nie w głowie Paryże i Szanghaje, tylko ten za oknem , albo jeszcze bliżej, w kuchni pachnącej zupą owocową, albo w książce dla dzieci ilustrowanej akwarelami. I te wszystkie wspomnienia, które pojawiają się niespodziewanie gdy zimą rozgrzewam po spacerze małe stópki albo krzyczę „ nie wolno skakać po łóżku!” . I te wszystkie powiedzonka naszych babć i mam, którymi teraz kolorujemy świat naszych dzieci. Przypominamy sobie na nowo dźwięki, zapachy , smaki, które zgubiliśmy gdzieś biegnąc przez te wszystkie lata w dorosłość i kiedy widzimy jak wielkie robią się oczy naszego synka sami zatrzymujemy się urzeczeni.

Jasne, że mamy czasami ochotę sami się poszwendać, a nawet poszlajać …. by nie rzec po prostu połajdaczyć, ale wbrew pozorom nawet jeśli możemy sobie wziąć wolne od codzienności to i tak często wybieramy tą naszą codzienność. Czas minie tak samo szybko jak upojna noc i poranny kac dlatego nie chcemy uronić ani kropli. I nie żałować, że coś minęło bezpowrotnie, a my to przegapiliśmy, przeszliśmy obok,   rozmyślając o tym co będziemy robić kiedyś, jak będziemy mieć pieniądze, jak Polską przestaną rządzić idioci i jak dzieci dorosną.

I nawet kurz co unosi się w promieniu słońca, który rano wpada przez okno jawi mi się jak magia. Magia codzienności.

0 (1280x719)

DSC09655_Fotor (1280x719)

DSC09696_Fotor_Fotor (1280x694)

DSC09813_Fotor (1280x719)

DSC09815_Fotor_Fotor (1280x718)

DSC09836_Fotor (1280x719)

DSC09772_Fotor (1280x719)

DSC09773_Fotor (1280x719)

DSC09881_Fotor (1280x719)

DSC09911_Fotor

DSC09914_Fotor (1280x717)

DSC09933_Fotor (1280x719)

DSC09923_Fotor (1280x719)

DSC09680_Fotor (1280x719)

DSC09682_Fotor (1280x719)

DSC09684_Fotor (1280x719)

DSC09664_Fotor (1280x719)

DSC09670_Fotor (1280x719)

DSC09695_Fotor_Fotor_Collage (1280x960)

DSC09686_Fotor (1280x719)

DSC09662_Fotor (1280x719)

DSC09949_Fotor (1280x719)

DSC09952_Fotor (1280x719)

 

 

 

Wyrwane z kontekstu, akt II

Scena 1

Siedzę na kanapie i bezmyślnie gapię się w tv, do pokoju wchodzi Artur i cicho siada obok.

Ja: Wiesz jestem dziś jakaś taka…

Artur: …rozdrażniona?

Ja: Tak. I…

Artur: …podirytowana?

Ja: Tak.

Artur: Właśnie widzę. Chciałem Ci dać buziaka, ale bałem się, że mogę stracić oko.

Scena 2

Chłopaki grają w piłę, ja siedzę przy komputerze. Nagle piłka leci w moja stronę i nie odrywając wzroku od monitora odbijam ją główką w ich stronę.

Artur: Z matki to jest niezły gość, mówię Ci, Teo.

Scena 3

Leżymy wieczorem w łóżku, Teoś wariuje i skacze tacie po brzuchu.

Ja: Nie boli Cię jak on tak skacze po Tobie?

Artur: Nie, przecież mam twardy brzuch

Ja: Jak Achilles? 🙂

Artur: Tak… jak Achilles piętę 😉

Scena 4

Artur: Jak tam Teoś, jak było dziś w żłobku?

Ja: Wyjątkowo nikogo nie próbował całować ani bić

Artur: To co z nim jest? Ma jakiś spadek poziomu testosteronu?

Scena 5

Na wsi.

Ja :Oooo, Teosiu zobacz byk!

Artur: To jest krowa.

Ania: Taka bycza??!

Scena 6

Jedziemy autem, w samochodzie są też Zohan i Hoszi. Nagle zatrzymuje nas kontrola drogowa.

Policjant: a czyje to psy, pana?

Artur: nie, nie moje.

Policjant: A czyje?!

Artur: Baracka Obamy

Policjant: Kogooo?

Artur: Nie zna pan.

 

Kurtyna.

DSC08943_Fotor

DSC08953_Fotor

DSC08946_Fotor

DSC08964_Fotor

DSC08971_Fotor

DSC08972_Fotor

DSC08991_Fotor_Fotor_Collage

DSC08960_Fotor

DSC08962_Fotor

DSC08985_Fotor

DSC09018_Fotor

DSC09004_Fotor

DSC09028_Fotor